Elbrus po raz drugi

Zwykły wpis
Elbrus po raz drugi

Po trzech latach, wróciłam w rejon Kaukazu, na piękną górę Elbrus. Tym razem nie była to samotna wyprawa, ale w towarzystwie dwóch dzielnych kobiet (50+/-) czyli Hani „Gerdy” Myślińskiej i Uli Lisińskiej.

Park Narodowy Prielbrusye, wita nas piękną słoneczną pogodą. Niestety prognozy są  jednoznaczne – jeden dzień słońca, a potem: zachmurzenie, deszcz, śnieg, burze, wiatr i temperatura do -16C. Zachęcająco.

Niezrażone, ruszamy na aklimatyzacyjną wycieczkę na Czegiet. I tu pierwsza niespodziana – po starej kolejce, która do złudzenia przypominała kolejkę na Kasprowy (sprzed remontu), ani śladu. Jest za to całkiem nowa, dwuosobowa kanapka, szybka i wygodna. Omijając główny szlak, wychodzimy na szczyt i zachwycone chłoniemy widoki i słoneczną pogodę, a zaraz po zejściu pyszne kabardo-bałkarskie jedzenie i lokalne piwo.

Rano okazuje się, że niestety współczesne portale pogodowe, się nie mylą – leje. Mimo to wyjeżdżamy kolejką do najwyższej stacji i tu kolejna niespodzianka – kilka miesięcy temu, ukończono budowę ostatniego odcinka kolejki gondolowej i tam gdzie jeszcze do niedawna dojeżdżały pojedyncze, drewniane krzesła (i to tylko wówczas gdy Pan Wyciągowy miał dobry humor), teraz dowozi wagonik, w dodatku ok. 300m wyżej. To zresztą nie koniec niespodzianek. Jeszcze 3 lata temu, jedyną możliwość przespania dawały tzw. beczki, teraz – schronisk, blaszaków, beczek (starych i nowych) i innych dziwnych domostw powstało mnóstwo. Znajdujemy miejsce w nowym schronisku (które nazywamy sobie”u Anny”, ze względu na barwna postać haziajki), z ładnie wykończonymi drewnianymi pokojami i „lobby”, które niezmiennie wzbudza nasze komentarze i chęć zaprowadzenia porządków.

W strugach deszczu wychodzimy na wycieczkę aklimatyzacyjną. Docieramy na wysokość ok. 4500m n.p.m. i wracamy „wężykiem”. Brak aklimatyzacji daje o sobie znać. Niemniej ponieważ kolejny dzień, daje pewne szanse na wyjście do góry, dogadujemy się z kierowcą skutera śnieżnego i przed 05:00 rano jesteśmy w punkcie startu. Mgła okrywa wszystko. Traserów nie widać. Z rzadka wyłaniają się jakieś postacie, by oznajmić w różnych językach, że „wyżej jest piekło” i pospiesznie schodzą. My, po kilku godzinach podejścia, też wiemy, że „nic z tego nie będzie”, ale naszą wycieczkę traktujemy jako doskonałą aklimatyzację – na pewno przyda się przy kolejnym wyjściu. Wracamy i … śpimy kilkanaście godzin.

IMG_0064[1]

Elbrus 2013 fot AA (takiego widoku w tym roku nie było)

Kolejne dwa dni, spędzamy na jedzeniu, piciu, SMS-owaniu z naszą Pogodynką (Kasią Juszczak – dzięki!!!) oraz wyprawach do kawiarni. Tu drobna dygresja – kawiarnia, to jeden z tych nowych budynków, które pojawiły się ostatnio na stokach Elbrusa. Można tu napić się herbaty z konfiturami (np. sosnowymi – pyszne!), zjeść bliny albo cheburek, a wszystko za niewielkie pieniądze (w granicach 6PLN za danie). Przeżyłyśmy tu również pożar, który na szczęście udało się szybko ugasić, ale my z naszymi niedojedzonymi potrawami w jednej ręce i kurtkami w drugiej, już byłyśmy gotowe do ewakuacji!

Po dwóch dniach śnieżnych burz, wichur i mrozu, wieczorem nagle się wypogadza… Pierwszy raz pokazuje się z bliska Góra, a na niebie gwiazdy.

Jest sobota przed-świtem. Dla nas to absolutnie ostatnia szansa na wyjście na szczyt (w niedzielę mamy samolot). Decydujemy się więc na wersję max (albo min – jak kto woli), czyli wyjazd ratrakiem na ok. 5000m n.p.m. (do tzw. trawersu). O 04:00 rano, gramolimy się w pełnym rynsztunku na pakę „śnieżnego kota” i wyruszamy na naszą przygodę.

DSC_0363[1]

Spotkanie na szczycie fot AA

W tym miejscu postaram się nie zanudzić Czytelnika opisem wejścia, powiem tylko, że wiało (ponad 70km/h), był mróz (ok. -20C), ale widoczność doskonała (jeśli nie brać pod uwagę faktu, że trudno było patrzeć, bo wiatr niósł ze sobą zmrożony śnieg i lód). Pań w naszym wieku raczej nie było … (głównie młodzi ludzie z przewodnikami). Po drodze uratowałyśmy jedno życie, czyli Hinduskę, która siedziała na śniegu w cienkich polarowych spodniach i przewiewnej kurteczce. Jej przewodnik, chyba nie do końca wiedział co robić, a jeśli nawet wiedział to nie miał odpowiednich narzędzi. My miałyśmy rozgrzewacze „izraelskiej armii” (podarowane kilka miesięcy wcześniej w Himalajach, przez pewnego człowieka, któremu wtedy pomogłyśmy – tak historia zatoczyła koło!) i wiedzę ogólną. W efekcie udało nam się dziewczynę postawić i rozgrzać na tyle, że powędrowała z przewodnikiem na dół. Tymczasem do nas dołączyli dwaj jego klienci (sympatyczni chłopcy z Austrii) i dalej już w piątkę, poszliśmy na szczyt. Weszliśmy w bardzo dobrym czasie, zważywszy na warunki, przygody i wiek 3 uczestniczek. Strategia noga za nogą, „krokiem przewodników alpejskich” okazała się idealna i pozwoliła nam wyprzedzić wszystkich poznanych wcześniej (nie)znajomych.

Elbrus 2016

Na szczycie Elbrusa, od lewej: Hania Gerda Myślińska, AA, Ula Lisińska. Foto z archiwum Uli Lisińskiej

Na szczycie, jak to zwykle bywa, wielka radość, foty i w miarę sprawne zejście. Po drodze uratowałyśmy jeszcze jedno życie (pojąc herbatą leżącego na śniegu człowieka – wypił, wstał i poszedł). Wycieczkę zwieńczył szalony zjazd na skuterze śnieżnym, podczas którego dziewczyny (podobno) dały z siebie wszystko, na zmianę modląc się głośno piszcząc z całych sił.

A potem już tylko piwo, wino „damasznoje” i długi powrót przez Budapeszt, ale to już całkiem inna historia…

DSC_0366[1]

Pierwsze piwo w Azau!

Ogólnie – wyjazd udany pod każdym względem i sportowo, i towarzysko. Przygód nie zabrakło. Zero konfliktów. Trudno wyobrazić sobie lepiej, bardziej intensywnie i sympatyczniej, spędzony tydzień w górach. Brawo MY!

P.S.: na koniec kilka informacji praktycznych i cen, bo te zmieniły się zasadniczo: kolejka z Aau do Garabashi (najwyższej stacji na Elbrusie; powrót w cenie) 1350RUB/os.; kolejka na Czegiet 600RUB/os. (powrót w cenie); nocleg w schronisku „u Anny” 1200RUB/os./noc; piwo „5642” 150RUP; herbata 50RUB; dania obiadowe 150-250RUB; prywatny transport z Mineralnych Wód do Tereskole/Azau 3000-3500RUB; skuter śnieżny – wyjazd na ok. 4700m n.p.m. 3000RUB/os.(powrót 2000RUB); wyjazd ratrakiem na ok. 5000m n.p.m. ok. 100USD/os. Aktualny kurs 1PLN=15RUB. Generalnie ceny wzrosły ok. 30% przez ostatnie 3 lata.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s